Serialowy zawrót głowy

Bardzo lubię portale zbierające informacje na temat książek czy filmów. Tworzę tam swoje listy dzieł już „zaliczonych” i tych, które jeszcze przede mną, oceniam, szukam inspiracji, a czasem nawet skrobnę jakąś recenzję. Na strony zajmujące się wyłącznie serialami jeszcze nie trafiłam – istnieją na pewno, ale boję się ich szukać, bo kiedy znajduję jakąś ciekawą nowość… wsiąkam. A właściwie wsiąkamy, bo mój i A. gust, jeśli chodzi o takie produkcje, przynajmniej częściowo się pokrywają. Wspólnie nie mogliśmy się oderwać od ekranu, gdy trafiliśmy na „Helix” o którym już tu kiedyś pisałam, z zapartym tchem śledziliśmy losy „Jessiki Jones”, teraz nadrabiamy starego dobrego „House’a”. Od kiedy mamy Netflixa, niewiele już staje na przeszkodzie, żeby być na bieżąco. Stety-niestety!

Poniżej kilka moich ulubionych pozycji, w kolejności od najlżejszej do najbardziej wyczerpującej psychicznie :> Raczej dla anglojęzycznych, a przynajmniej ja nie spotkałam się z polskimi napisami, inna sprawa że nie szukałam zbyt gorliwie. Enjoy!

Jane the Virgin

Jane ma niewiele ponad 20 lat, mieszka z matką i babcią i prowadzi dość spokojny tryb życia. Jest zorganizowana, tworzy listy „rzeczy do zrobienia” (coś o tym wiem – patrz wyżej!), świetnie radzi sobie z niespodziewanymi kryzysami i zażegnywaniem konfliktów (tu już się trochę różnimy). A kryzysów trochę się pojawi, bo, mimo że – jak wskazuje tytuł – Jane czeka z miłosnymi uniesieniami do ślubu, to bardzo szybko okazuje się, że za 9 miesięcy przyjdzie na świat dziecko (nie mam wyrzutów z powodu spoilera, bo „szybko” oznacza już pierwszy odcinek ;)) Ojcem nie jest narzeczony głównej bohaterki, a ona sama wciąż jest dziewicą, jak to więc możliwe? Cóż, po obejrzeniu 2 sezonów z całą odpowiedzialnością mogę stwierdzić, że to wcale nie najdziwniejsze ze zdarzeń, jakie dane jest nam obserwować w serialu. Czegóż tu nie ma! Romanse, zdrady, rodzinne konflikty, mezalianse, wzruszające pojednania, powroty po latach, tajemnice, policyjne pościgi, małe dramaty i radości macierzyństwa… prawdziwa telenowela. I takie jest właśnie założenie serii, wątek samego gatunku telenoweli pojawia się w nim zresztą dosyć często. Jednocześnie nawet w najbardziej poruszających momentach nie ma mowy o ckliwości i pretensjonalności rodem ze „Zbuntowanego anioła”, bo „Jane” utrzymana jest w niezwykle lekkim i żartobliwym klimacie. Wszystkie wydarzenia w przezabawny sposób komentuje narrator, dzięki któremu serial zdecydowanie wyróżnia się na tle innych obyczajówek (nie licząc równie wspaniałych „Gotowych na wszystko”, tam jednak były to raczej gorzkie i/lub ironiczne podsumowania nie zawsze mądrych posunięć bohaterek). A Jane z każdej opresji wychodzi cało, nawet jeśli na początku wydaje się to i nam, i jej niemożliwe ;) Polecam gorąco na rozluźnienie, relaks, deszczowy wieczór. Dla miłośników hiszpańskiego dodatkowo duuużo wstawek w tym pięknym języku :)

Grimm

Była „telenowela”, czas na baśń! Chociaż tej, podobnie jak prawdziwych opowieści braci Grimm, nie powinno się może słuchać do poduszki… Serial opowiada o młodym człowieku, który zaczyna dostrzegać, hmm, inną stronę rzeczywistości – a konkretnie drugą naturę pewnych ludzi. Szybko okazuje się, że to nie majaki, a moce odziedziczone po przodkach. Główny bohater ma za zadanie walczyć z wesenami (pół-ludźmi, pół-potworami), choć jak to zwykle bywa, równie szybko przekonuje się, że nie wszyscy zasługują na unicestwienie ;) Szczęśliwie Nick jest jednocześnie policjantem, co zdecydowanie ułatwia mu walkę z tymi, którzy nadal nie przystosowali się do życia w większościowo ludzkim społeczeństwie, a także pozwala czasami zamieść trudną sprawę pod dywan. O wątkach miłosnych nawet nie będę wspominać, bo nie chcę nikomu zepsuć niespodzianki – trochę się dzieje :D Serial zaczyna się dosyć „łagodnie”, każdy odcinek opowiada o innym wesenie, na koniec  ujętym przez dzielnych stróżow prawa; jednak w kolejnych sezonach robi się mroczno i raczej pesymistycznie. Drobne konflikty przeradzają się w niemal otwartą wojnę, wskutek czego jeszcze trudniej wytrzymać do następnego odcinka – a co dopiero do następnego sezonu, jak teraz, gdyż jesteśmy z Grimmem na bieżąco i musimy jakoś dotrwać do jesieni – aaa!

Continuum

Długo, bardzo długo Netflix napastował mnie tym tytułem… a na mnie takie zachęty działają jak płachta na byka, nie mogłam się więc przemóc by chociażby sprawdzić, o co w historii chodzi. W końcu, na sugestię A., obejrzeliśmy pierwszy odcinek i wsiąkliśmy od razu! W dużym skrócie: terroryści występujący przeciwko dominacji korporacji i ich kontroli nad życiem zwykłych ludzi cofają się z roku 2077 do naszej teraźniejszości i próbują zmienić bieg historii, w czym mniej lub bardziej skutecznie próbuje przeszkodzić im policjantka Kiera, która w 2012 znalazła się bynajmniej nie z własnej woli. Sci-fi, podróże w czasie i niewyjaśnialne paradoksy z nimi związane to jedno, ale serial urzekł mnie przede wszystkim postaciami. Główna bohaterka to mój ideał i absolutny wzór do naśladowania, a dodatkowo jest chyba jedyną postacią, co do której intencji ani przez chwilę nie mamy wątpliwości. Może dla niektórych ta kryształowość byłaby męcząca, ja jednak cieszę się, że mam komu kibicować, bo poza Kierą i Liber8 podróżuje w czasie też sporo innych osób, a wszyscy co chwila zmieniają plany i sojuszników. Szybko możemy się przekonać, że nic nie jest czarno-białe, niczyich motywów nie można uznać za ostateczne, a wrogów – za nieprzejednanych. Co naturalne, nie obejdzie się bez wątków politycznych i społecznych, podstępów, intryg… ale wszystko doskonale ze sobą współgra.

The Killing

Sama się sobie nie mogę nadziwić, że tak mnie wciągnęło. Od strony że tak powiem… estetycznej serial jest nieciekawy. Przynajmniej na pierwszy rzut oka, bo po kilku odcinkach zaczęłam ten minimalizm doceniać. Główni bohaterowie (w tym para detektywów próbujących rozwikłać zagadkę) nie są atrakcyjni, a do tego grają głównie mimiką i czasem trzeba naczekać się na jakąś dłuższą wypowiedź. Nie ma mowy o żywych kolorach, a na domiar złego w Seattle ciągle, ale serio – ciągle! – pada deszcz :P Przy takim zarysie możecie domyślać się klimatu. Rodzinna tragedia (niejedna – główną jest morderstwo popełnione na nastolatce), przy okazji sceny z życia elit, walka o władzę… i dużo, dużo smutku. A jednak nie sposób powstrzymać się przed kontynuowaniem oglądania, bo z odcinku na odcinek pojawiają się nowe tropy, nowi podejrzani, nowe sposoby na rozwikłanie zagadki. Jesteśmy po pierwszym sezonie – przed nami jeszcze trzy – i zaczynam rozumieć zamysł twórców serialu: skoro psychika bohaterów odsłaniana jest krok po kroczku, raz na kilka odcinków, to nic dziwnego, że jeden i ten sam wątek można ciągnąć przez kilkanaście ;) Być może brzmi to monotonnie i mało zachęcająco, według mnie jednak to jeden z najlepszych seriali, jakie widziałam. Prawdopodobnie z tych samych powodów, które w teorii mogłyby świadczyć na jego niekorzyść. Cóż, przyznaję że powolnego „True Detective” nie zdzierżyłam, „The Killing” ogląda się o wiele lepiej!

Tak sobie myślę, że trochę się w moich gustach jednak pozmieniało, każdy z moich ulubionych obecnie seriali ma bardzo mocny, jeśli nie wiodący, wątek policyjno-detektywistyczny – a może po prostu po kultowych „Przyjaciołach” czy „Teorii wielkiego podrywu” ciężko dać szansę komediom ;) Kandydaci jednak mile widziani, bo „Jane” i „Grimm” każą na siebie czekać kilka miesięcy, a „Continuum” skończymy pewnie w tym tygodniu. A oglądać tylko jeden serial naraz?… o nieee :P

Ten wpis został opublikowany w kategorii Bez kategorii i oznaczony tagami . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>